Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cane co krok na jego towarzyszkę napawały go dumą i zadowoleniem.
Zaraz u wejścia przebyli rotowy ogień spojrzeń zebranych tam oficerów. Wykrzykniki zdradzające najwyższy stopień zachwytu nad pięknością pani Heleny posypały się jak z rogu obfitości:
Ah! Diese ist hübsch!
Wunderbar hübsch!
Collosal! Collosal!
Une beauté superiore! — pochwalił się któryś francuskim frazesem.
Pułkownik ułański, który znał Helenę z balu szlacheckiego, spojrzał surowo na oficerów, jakby chciał im powiedzieć: „cicho bądźcie, nie chwalcie za głośno, znam tę panią”; równocześnie podszedł do Heleny i ze zgrabnym ukłonem wypowiedział jej jakiś, może tysiąc razy powtórzony już komplement. Pani Możewska odpowiedziała mu bardzo uprzejmie, ale nie zwalniając kroku,