Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dość długo podaną mu rękę przy swych rozpalonych ustach.... Uczuł nagle ten sam żar, który go wczoraj trawił.
— Wcale nieźle całujesz — zawołała, śmiejąc się Helena i łagodnie odciągnęła rękę od jego ust zabierając się do wkładania przyciasnych trochę rękawiczek.
— Ludwinka zamówiła już fiakra na czwartą — szczebiotała, usiłując napróżne zapiąć klamerki rękawiczki. — Ah!... fiakier już zajeżdża a ja nie mogę pozapinać tych nieznośnych rękawiczek.... Pomóż mi. — I wyciągnęła znowu doń swe obie już ręce.
Praca nad zapinaniem klamerek stosunkowo dość długo trwała, bo Adaś niezgrabnie i nieśmiało brał się do tego, tak że wreszcie znudzona piękna pani sama pozapinała a chłopakowi dostała się znowu nagana na temat niezgrabności i braku obycia z kobietami.