Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zliczyć nie potrafi, a dziewczęta to już napastuje.
I śmiać się zaczęła wesoło, przypomniawszy sobie całą scenę, którą znała najdokładniej z ust samej Emilki, wezwanej poufnie na konfesatę.
Myśl o Adasiu jak zmora prześladować ją zaczęła. Chociaź chciała czem innem się zająć, to nie mogła; ciągle powracała przed oczy jej duszy, ta scena wczorajsza z Emilką, ta oczekiwana rozmowa z „przestępcą“. Obiecywała sobie pobawić się z chłopakiem jak kot z myszką i pomęczyć go, dokuczyć należycie, a później przebaczyć i tak go ugłaskać, żeby nabrał do niej zaufania.
Nie zastanawiając się nawet nad tem, ubrała suknię, w której jej było najbardziej do twarzy; włosy ułozyła w najpowabniejszą fryzurę i tak ustrojona, świeża i nadpodziw piękna oczekiwała przybycia Adasia.