Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— W szkole wysiedziałem się tak długo, umyślnie poszedłem się przejść trochę.
Poszli zaraz do obiadu, który już był gotów od pół godziny i czekał na pieszczocha. Przy stole panna Teresa była tak czuła dla bratańca jak nigdy; żałowała go teraz, wyrzucała nawet sobie, że go narazi na taki wstyd; odczuwała, co go będzie kosztować ta rozmowa z Heleną. Ozuła jednak jej konieczność; była pewną, że wpłynie zbawiennie na dalsze życie młodego chłopaka. Z tem wszystkiem trudno jej było powiedzieć mu: „idź do Heleny po reprymendę”. Zwlekała z tem do ostatniej chwili. Po obiedzie zabrała Adasia do kwiatowego ogrodu i tam z lubością pokazywała mu świeżo rozkwitnięte tulipany, które lubiła ogromnie i miała ich mnóstwo. Wreszcie, gdy już czwarta godzina się zbliżała, czerwieniąc się jak pęsyonarka i pokaszlując co chwila wypowiedziała, ułożoną z góry przemowę, w której kunszto-