Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dla szlachcica jak uciekać przed niebezpieczeństwem, jak być tchórzem.... A cóżby to było innego, jak nie tchórzostwo? Na samą tą myśl cała twarz dumnego chłopaka oblała się gorącym rumieńcem. Zawrócił raptem i pewnym krokiem, przecinając w poprzek błonie targowicy, powracał do domu. Był przygotowany na wszystko.
Jakże był zdumiony i uradowany, gdy wszedłszy na dziedziniec, zobaczył ciotkę, wyciągającą doń wesoło ręce i witającą go jakby się nic nie stało.
— Czekam na ciebie od pól godziny. Byłam już niespokojna. Obiad się popsuje.
— Widocznie stara nic ciotce nie powiedziała — pomyślał ucieszony i z zapałem ucałował staruszkę w obie ręce.
— Czy was dziś dłużej trzymali? — pytała troskliwie — Już trzy na drugą.
Zawstydzony Adaś odwrócił oczy w drugą stronę i szepnął: