Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


boki i prawdziwy, że gdy spojrzała na przymilającą się Helenę, to ta przestraszywszy się naprawdę tej boleści, poczęła znowu ciotkę gwałtownie całować po rękach i błagającym głosem wołać:
— Ale, cóż na Boga się stało? Co się stało?
— Stało się coś bardzo złego.... Coś najgorszego! — szepnęła złamanym głosem panna Teresa i zasłoniwszy rękoma oczy, mówić dalej nie mogła....
— Ale co? Co? Co? Niech ciocia powie, bo zginę.... Co?
— Adaś.... Adaś.
Na dźwięk tego imienia wyraz trwogi na obliczu młodej kobiety spotęgował się jeszcze; usta jej nerwowo drżeć zaczęły; więc się trzęsły. Kilka chwil przeszło w milczęniu, wreszcie Helena zebrała się na tyle siły woli, że zapytała: