Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jor rad nawet był, że na prośbę żony i siostry ustąpił i miał syna o tyle blisko, że kilka razy do roku widzieć go mógł.
Panna Teresa jednak przypomniała sobie ów opór majora i po fatalnym wypadku z Emilką żywo jej w myśli stanęły słowa brata: „Baby chłopca nigdy dobrze nie wychowają“. Wśród ciągłych modlitw i rozmyślań słowa te ognistemi głoskami wypisywały się w jej pamięci.
Wyrzucała sobie straszliwie, że dla dogodzenia własnej przyjemności naraziła na niebezpieczeństwo przyszłość ukochanego dziecka. W jej wyobrażeniu nieszczęście było okropne, niczem nie zażegnane.... W jej czystej i wolnej od wszelkiej grzesznej myśli wyobraźni postępek Adasia był tak niezmiernie strasznym, że już nic na świecie straszniejszem być nie może.... Najbardziej wyrzucała sobie to, że ona to stała się bezwiedną, mimowolną przyczyną tego upadku.