Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Paniczu!... Panie Adamie!... Co panicz robi! Rozalia nadejdzie, tylko co jej nie widać.... Poszła rwać bukiet dla panicza i zaraz go tu przyniesie.
Głos był słaby i coraz cichszy, opór fizyczny nie silniejszy. Po chwili dziewczyna nie wyrywała się już zupełnie Adasiowi, a tylko jej usta bezwiednie szeptały:
— Paniczu! Paniczu!
On nic nie słyszał, nic nie widział; serce w nim biło jak młotem, twarz cała krwią zapłynęła i stała się przerażająco czerwona, oczy straciły były wszelką siłę ruchu, niby bezwładne wpatrywały się bezmyślnie w oczy dziewczyny, lecz nic nie widziały. — Usta tylko przykleił do ust Emilki, a rękoma przyciskał jej kibić do piersi, że aż ból fizyczny uczuwać zaczynała.
Oboje na chwilę zapomnieli o całym świecie.