Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Nie gniewaj się na mnie! Wiesz, że cię ze wszystkich najlepiej kocham.... Pytam się nie z próżnej ciekawości. Boję się, żebyś w jaką kabałę nie wlazł.... Poradzić ci mogę dużo.... Wiesz, że mam w tym względzie kolosalne doświadczenie.
Ostatnie słowa wymówił z przyciskiem, a na jego wymizerowanej już trochę twarzy odbiło się śmieszne piętno komicznej pewności siebie i bezgranicznej zarozumiałości.
Adaś tego nie spostrzegł; starszego o rok Włodzia miał za doskonałość, a w stosunkach towarzyskich uważał go za wzór niedościgniony. Serdeczny ton jego głosu usposobił go do zwierzeń. Rumieniąc się więc ponownie i ważąc słowa w ustach, zaczął mówić powoli:
— Wiesz przecie.... Całą zimę kochałem się w tej Hani..... Pannie Hani..... Włóczyłem się za nią jak cień.... I....i....i....