Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jej szafirowych lśnił niby blask jakiś metalowy, zimny i ostry, podobny do połysku dobrze polerowanej szabli. Chwilę jeszcze po odejściu cyganki siedziała nieruchomo, wzburzenie jednak, tak widoczne pierwej na jej twarzy ustąpiło, piękne lica uspokoiły się, zmartwiały prawie, znać walka wewnętrzna skończyła się, a jej miejsce zajęło stanowcze jakieś postanowienie.
Gdy przez małe okienko świetlicy nie można już było dojrzeć zgarbionej postaci cyganki, gdy Rina znikła po za gęstemi zaroślami młodej jedliny, młoda hucułka wyszła pospiesznie do stajni, tam osiodłała sama konia, opatrzyła własnoręcznie drzwi chaty i wrota obejścia, siadła na karego i wyjechała w góry, w kierunku mężowskich połonin.
W godzinę poźniej siwy Matwij, najstarszy bowhar Andrija, z podziwieniem i czcią wielką witał młodą gazdynię, która w