Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Nie! Nie! Ilonki chcę, bo ty słaba do takich czarów.... Nie bój się — dodała po chwili — i tobie hojnie zapłacę.... I... Szwabiuk pieniędzy da.... Ilonkę sprowadź, bo bez niej nawet gadać z tobą nie będę.
— Kiedy ci się tak zachciało zazulo, to już pójdę, ale to z tydzień minie nim ja z Ilonką tu wrócę.
— Będę czekać — urwała krótko Marika. — Teraz idź zaraz.... A po drodze wstąp do Ilka i powiedz mu, że jak dobry zmrok zapadnie, będę znowu czekać go przy „puszkarskieh skałach.“
W pół godziny później stara cyganka, z węzełkiem na plecach i opierając się na kiju schodziła ścieżką, prowadzącą od sadyby Semaniukowej na dół za koryto Czeremoszu.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Marika została sama.
Obłęd przesłaniający jej wzrok ustąpił zupełnie; patrzyła przed siebie, w oczach