Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Muszę! — odpowiedział stanowczo — jutro jarmark w Kereszmezo, jadę dla starego kupić byczków na połoniny.... na węgierskiej stronie taniej.... I tak boję się, że będzie za późno, bowhary nasi jeszcze rano ruszyli.
Przy ostatnich słowach machnął na pożegnanie kapeluszem, zebrał konia wędzidłem i ruszył z miejsca galopem. Długo jeszcze migał się koń i jeździec na kręto wijącej się drożynie; przez luki pomiędzy budynkami na leżącymi do „kameralnej ekonomii“ widzieć można było pędzącego cwałem karego mierzyna i pochylonego po nad jego szyją rosłego jeźdzca; długo jeszcze tętent podków, uderzających o skalistą drogę mięszał się z dziką muzyką dwóch cyganów i pijanego już zupełnie Oleksy.
Jeździec popędził przed siebie, nie oglądając się. Przez kilka kilometrów równej, po nad rzeką wijącej się drogi nie wstrzy-