Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— No idź już sobie, bo mnie więcej nie zobaczysz! Śmierć sobie zrobię, a twoją już nie będę.... No idź! idź!
Puścił i słowa nie rzekłszy, wyszedł z alkierza do szynkownej izby.
W kwadrans później Marika w towarzystwie Riny wyjechała stępo z karczmy, kierując się w dół rzeki ku swej sadybie.
Z jej wyjazdem zabawa nie ustała; rozhulani parobcy i dziewki tańczyli dalej zapamiętale; Oleksa popijał wódkę i grał zajadle.... Ilko jeden nie tańczył już, tylko opatrywał swego wierzchowca, przyciągał popręgi, wreszcie siadł na konia i zwracając na siebie ogólną uwagę i żegnając się prawie ze wszystkimi, wyjechał na drogę i skierował konia w górę biegu rzeki, ku węgierskiej granicy.
— Czemu nas opuszczasz? Którędy jedziesz? — wołali za nim parobcy.