Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


smutny i grać wesoło nie umiał — tylko do tańca.
Pewne wrażenie i ożywienie wywołał przyjazd Ilka Szwabiuka.... Przyjechał on — jak na bogackiego syna przystało — strojnie i hucznie. Kilkunastu łeginiów z niższego biegu rzeki, sąsiadów i przyjaciół towarzyszyło wójtowemu synowi. Przystrojony już po huculsku, w haftowanej koszuli, przepasanej szerokim na pół łokcia pasem, w kapeluszu strojnym w pawie pióra, z toporkiem w ręku, a pistoletami za pasem, siedział na karym koniku, który był i większy i piękniejszy od wierzchowców otaczających go towarzyszy. Obok Ilka jechał Semań Ruńka, w ubraniu może jeszcze strojniejszem, tylko na dużo lichszym, starym, dereszowatym koniu. Po za tymi dwoma przewódcami cisnęło się kilkunastu innych jeźdźców, którzy spychali jeden drugiego z drogi, potrącali się, byleby być bliżej dwóch prowodyrów.