Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niedźwiedzia, lub strzelać kozły w kameralnych kniejach.... A wtedy zaś, gdy dla zarobku szedł ze spławem drzewa w dół rzeki, powierzał mu żonę w opiekę i pozwalał, by z nim chodziła na muzykę do karczmy lub na okazyę do sąsiadów....
I nikt się temu nie dziwił?... Nie!... Był jeden człowiek, który inne miał zdanie. Raz Dudiak podchmielony wracał do domu zostawiwszy zonę w karczmie pod opieką Szwabiuka. Na drodze spotkał Andrija Semeniuka, skłonił mu się uniżenie jak bohatyrowi należy i chciał minąć.... Andrij jednak stanął mu na drodze i pierwszy przemówił:
— He! Hryńku Dudiaku, gazdo i pobratymie!... wódkiś się napił do syta, a gdzieżeś to żonę zostawił?
— Żonę? hi! hi! — zaśmiał się głupkowato pijany góral — żona tańcuje tam z cesarskim hułanem, z wójtowym synem.... Co ci do tego gazdo Andriju? — dodał po