Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tego samego poranku, kiedy Rina cyganka przyniosła Marice wieść o powrocie młodego Szwabiuka, Wojciech uczuwał najsroższy niepokój. Przed wschodem słońca zerwał się z pościeli i łaził po całem obejściu łając czeladź i gderząc bez ustanku. Nie wiedział sam co począć: czy czekać cierpliwie, czy wysyłać kogo za synem, czy jechać samemu? Godziny poranne mijały, a on nie zdecydował się na nic stanowczego. Gdy tak zadumany stał przy wrotach, nagle bury psisko „hauczyk“ zaszczekał głośno, a później zaczął wyć przeraźliwie; wstrząsnął się stary, dreszcz jakiś go przeszedł i z przesadną obawą wyglądnął na drogę. O kilkanaście zaledwie kroków od wrót szła stara cyganka Rina i ujrzawszy wójta, zaczęła mu dawać rękoma jakieś radosne znaki porozumienia.
— Czart cię nosi stara wiedźmo! — zawołał do niej z gniewem wójt — doczekasz