Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/031

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


towarzyszami, odsalutował po wojskowemu przed żandarmem i.... poprowadził rozszalałą trunkiem i tańcem Anikę — do domu.
Gdy znaleźli się na płaju[1] prowadzącym do zagrody Dudiaka, o jakie dwieście metrów po nad karczmą, Anika zarzuciła ręce na szyję ułana i całując go szeptała.
— Chodź, chodź! Ilku mój słodki... lubasie[2] mój jedyny! Chodź! mego nie ma w chacie, ze spławem, z derabę[3] poszedł do Kut.... Chodź! chodź! Ty mój! Tyś nie Mariki!...
Ułan odpowiedział jej — pocałunkiem.




  1. drożyna górska.
  2. kochanku.
  3. tratwa.