Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Grajcie obertasa! — zawołał nagle ułan, stając przed muzykantami.
— Nie umiemy! — odpowiedzieli razem.
— Naści wam srebrnych łewów[1] garść — rzekł, dobywając z kieszeni kilka srebrnych dużych monet. — Uczcie się! słuchajcie!... Świstać wam będę, grajcie!
I zaczął wyświstywać skoczną nutę mazurskiego ludowego tańca. Cygan się nachylił, słuchał uważnie i wnet w takt świstania wygrywał tę samą nutę na swym brzękliwym instrumencie; Oleksa bez trudu wtórować mu zaczął na skrzypcach. Muzyka była gotowa, pary poszły w nowy taniec.... Tylko muzyka i sam taniec były jakieś dziksze, namiętniejsze, niż tam nad Wisłoką i Dunajcem.

O północy przechodzący żandarm rozpędził całą kompanię. Ułan pożegnał się z

  1. guldenów.