Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jej złotą zbroję się popatrzył, w jej promienne oczy zajrzał, to dość by mi życia było... Sam bym pod kopyta jej konia bystrego się rzucił... Niech by mnie złotemi podkowami podeptał... Nie chciałbym żyć więcej.
— Durnyś ty Maksym! durny! — odpowiedział, śmiejąc się wesoło ułan. Takiej teraz już nie ma; to pieśń o dawnych husarkach; teraz one w złotych pałacach siedzą, z grafami i jednorołami rozmawiają i na złotej kądzieli srebrną przędzę snują.... Wiatr na nie nie wieje, ni słonko nie świeci, z tęczy mają tkane suknie, a jak narodowi ich pokazują to tylko w kryształowej karecie, jak ptaka jakiego zamorskiego.
— A widział ty taką? — powtarzał uparcie pytanie Maksym.
— Czemu nie! — odrzekł dumnie żołnierz. — Tamtego roku cesarski syn przywoził swoją żonę, cesarską synową do swo-