— Jestem baron de Pontcalec, czy mnie słyszysz? Ja miałem ostatni umierać i otóż jestem.
— Licz pan, odpowiedział Lamer, tak blady jak i Pontcalec, wskazując mu cztery głowy.
— Cztery głowy! krzyknął Pontcalec, to niepodobna!
I w téjże chwili, poznał w jednéj z głów czterech szlachetną i bladą twarz Gastona, która zdawała się i po śmierci uśmiechać do niego. Teraz i on z przestrachu o kilka cofnął się kroków.
— Zabijcie mnie, o zabijcie, co rychléj! wołał, jęcząc z niecierpliwości.
Czyliż mi tysiąc śmierci zadawać chcecie?
Jeden z komissarzów, wezwany przez naczelnego mistrza, wbiegł właśnie po drabinie. Spojrzał na Pontcalec’a i wyrzekł.
— Tak, to jest pan de Pontcalec. Mistrzu dokonaj twojego dzieła.
— Ale czyż pan nie widzisz, że tam już są cztery głowy! zawołał kat.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/768
Wygląd
Ta strona została przepisana.