Strona:PL Światełko. Książka dla dzieci (antologia).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


brudną i biedną, — zabawy z terminatorami nudne i nieodpowiednie nowemu stanowisku; potrzebował teraz innych stosunków i innych zabaw.
— Jeżeli inni studenci palą papierosy, to ja gorszym być od nich nie mogę i ojciec mi tego bronić nie będzie — myślał sobie Tadzio. Dotąd tego nie robiłem, ale teraz mam prawo, bom zdał tak dobrze egzamin. Choć więc na żądanie Władka odpowiedział przecząco, chcąc jednak poprawić swę opinię wobec trzecioklasisty, dodał po chwili, iż szedł właśnie kupić paczkę papierosów, jakkolwiek w rzeczywistości nie miał tego zamiaru.
— Kiedy tak, to chodźmy zaraz, — zawołał Władek, — ja cię zaprowadzę tam, gdzie sam kupuję, jeszcześ takich nie palił zobaczysz jakie pyszne.
I mówiąc to, pociągnął za rękę zmięszanego i wahającego się Tadzia. Fałszywy wstyd przemógł nad skrupułami i zamiast przyborów rysunkowych kupił Tadzio pudełko papierosów i paczkę zapałek. Na widok papierka rublowego, którym płacił za papieresy zdziwiony Władek zawołał:
— Skąd ty masz tyle pieniędzy — twój stary musi być bardzo hojny.
Uległość nieśmiałego kolegi ozuchwalała Władka, który zmarnowawszy dawno wydzielaną mu przez ojca pensyę miesięczną, czepiał się skwapliwie koleżków, nowicyuszów zwłaszcza, by się pożywić ich kosztem lub wyłudzić pożyczkę.
Zapaliwszy papieros z całą powagą i zręcznością doświadczonego palacza, podał ogień Tadziowi, który trzymał papieros zakłopotany i wahający się, lecz ośmielony dobrą miną Władka i obawiając się jego żartów, zapalił także i krzywiąc się puszczał kłęby dymu z wielką skwapliwością.