Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/332

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cuda są dobre czy złe? Dalej, panie, siadajmy na nasze kobyły. Co panu zależy na tem, czy pański koń odnalazł się przez Boga czy przez Belzebuba? Czy nie jednako dobrze będzie chodził?
PAN. — Nie. Otóż, Kubusiu, jeśli ty jesteś opętany...
KUBUŚ. — Jakież byłoby lekarstwo?
PAN. — Lekarstwo! Lekarstwo byłoby, w oczekiwaniu egzorcyzmu... wciąż cię na święconą wodę za cały napój.
KUBUŚ. — Ja, panie, na wodzie! Kubuś na wodzie święconej! Wolałbym raczej, aby tysiąc legionów djabłów przewalało mi się po ciele, niżbym miał skosztować jedną kroplę święconej czy nieświęconej. Czy pan jeszcze nie zauważył, że ja podlegam hydrofobii?...
Ej! Hydrofobia? Kubuś powiedział hydrofobia?... Nie, czytelniku, nie; wyznaję że wyrażenie nie pochodzi od niego. Ale, jeśli zaczniemy stosować tak surową metodę krytyczną, wyzywam cię, abyś przeczytał jedną scenę komedji albo tragedji, jeden jedyny dyalog, choćby najlepiej napisany, nie natknąwszy się na wyrażenia autora w ustach jego figur. Kubuś powiedział: „Panie, czy pan nie zauważył, że ja, na widok wody, dostaję napadu wścieklizny?...“ No, i cóż? wyrażając się odmiennie niż on, byłem mniej prawdziwy ale krótszy.
Wsiedli na konie; zaczem, Kubuś rzekł: „Doszedł pan w historji swoich amorów do momentu, gdy, stawszy się raz albo dwa razy wniebowziętym, gotujesz się może do trzeciego.“