Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/328

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przyszło na myśl kark sobie kręcić? Więc to ja chwytam cię za nogę i wyrzucam z siodła. Jeśli tedy upadek twój dowodzi czego, to nie tego, że jesteś wolny, ale że jesteś dureń.“ Kapitan powiadał jeszcze, że posiadanie wolności, któraby mogła objawiać się bez przyczyny, stanowiłoby prawdziwą cechę szaleńca.
PAN. — To za górne dla mnie; i, naprzekór kapitanowi i tobie, będę wierzył, że chcę, kiedy chcę.
KUBUŚ. — Ale jeżeli pan jesteś i zawsze byłeś panem swego chcenia, czemu nie chcesz pan teraz kochać jakiej gorylicy; czemu nie przestałeś kochać Agaty ilekroć tego pragnąłeś? Mój dobry panie, trzy czwarte życia trawi się na chceniu bez czynienia.
PAN. — To prawda.
KUBUŚ. — I na czynieniu bez chcenia.
PAN. — Dowiedziesz mi tego?
KUBUŚ. — Jeżeli pan pozwoli.
PAN. — Pozwalam.
KUBUŚ. — Stanie się niebawem; mówmy teraz o czem innem...

Po tych banialuczkach i dalszych jeszcze gawędach tej samej doniosłości, zamilkli; Kubuś, podnosząc swój ogromny kapelusz, deszczochron w czasie niepogody, słońcochron w czasie skwaru, nakrycie głowy o każdej porze, cieniste sanktuaryum, pod którem jedna z najtęższych mózgownic jakie istniały zasięgała rady losu w ważnych potrzebach...[1] Skoro się podniosło skrzydła tego kapelusza, głowa Kubusia znajdowała się mniejwięcej w połowie całej postaci; gdy się je opuściło, widział zaledwie na dziesięć kroków przed sobą: stąd, nabrał przy-

  1. Widocznie luka w manuskrypcie.