Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PAN. — O czem myślisz?
KUBUŚ. — Myślę, że, gdy pan mówił a ja odpowiadałem, pan mówił do mnie bez udziału swej woli i ja odpowiadałem tak samo.
PAN. — Cóż dalej?
KUBUŚ. — Cóż dalej? Że byliśmy dwoma istnymi automatami, żyjącemi i myślącemi.
PAN. — Ale teraz wiesz, co chcesz?
KUBUŚ. — Daję słowo, ten sam djabeł. Jedynie w dwu automatach porusza się jedna sprężynka więcej.
PAN. — A ta sprężynka...?
KUBUŚ. — Niechże mnie licho porwie, jeśli zrozumiem, iżby mogła się poruszać bez przyczyny. Mój kapitan powiadał: „Stwórz przyczynę, nastąpi skutek; ze słabej przyczny, słaby skutek; z chwilowej przyczyny, skutek trwający chwilę; z przerywanej przyczyny, skutek przerywany; z przyczyny hamowanej, skutek zwolniony; z przyczyny, która ustała, skutek żaden.“
PAN. — Ależ zdaje mi się, że ja czuję w mojem wnętrzu że jestem wolny, tak samo jak czuję żę myślę.
KUBUŚ. — Kapitan powiadał: „Tak, teraz, kiedy nic nie chcesz; ale zechciej naprzykład spaść z konia?“
PAN. — No i cóż? to spadnę.
KUBUŚ. — Ochoczo, bez przykrości, bez wysiłku, tak jak kiedy panu przyjdzie ochota zsiąść z niego u wrót oberży?
PAN. — Nie całkiem; ale cóż to znaczy, bylebym spadł i dowiódł, że jestem wolny?
KUBUŚ. — Kapitan powiadał: „ Jakto! nie widzisz, że, bez mego zaprzeczenia, nigdyby ci nie