Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


było doskonałe, ciągnęliśmy sporo, rozmawiając o polityce, religji i kobietach. Nigdy kawaler nie objawiał mi tyle zaufania, tyle przyjaźni; opowiedział wszystkie przygody swego życia z nieprawdopodobną szczerością, nie tając ani złego ani dobrego. Pił, ściskał mnie, płakał z czułości; piłem, ściskałem, płakałem i ja również. W całem ubiegłem życiu miał tylko jeden postępek, który sobie wyrzucał; ale ten wyrzut poniesie z sobą aż do grobu...
„Kawalerze, wyzspowiadaj się przyjacielowi; to ci ulży. No i cóż! o co chodzi? pewnie jakaś błahostka, którą przeceniasz w zbytniej drażliwości?
— Nie, nie, wykrzyknął kawaler, kryjąc głowę w rękach i zasłaniając twarz ze wstydu; to zbrodnia, zbrodnia nie do przebaczenia. Czy uwierzyłbyś? Mnie, kawalerowi de Saint-Ouin, zdarzyło się raz w życiu oszukać, oszukać, tak, oszukać przyjaciela.
— I jakżeż się to stało?
— Niestety! bywaliśmy obaj w jednym domu, jak ty i ja. Była tam młoda panna, jak panna Agata; on był w niej zakochany, ja posiadałem jej miłość; on rujnował się dla niej, ja cieszyłem się jej faworem. Nigdy nie miałem odwagi uczynić mu tego wyznania; ale, jeżeli się kiedy spotkamy, powiem wszystko. Noszę ten straszliwy sekret na dnie serca, przygniata mnie: to ciężar z którego trzeba mi się koniecznie uwolnić.
— Kawalerze, dobrze uczynisz.
— Radzisz mi to?
— Z pewnością.
— A jak myślisz iż mój przyjaciel przyjmie tę rzecz?