Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z ognia, z których płomień wymyka się i szerzy daleko pożogę; niewdzięczników w jaskinie, gdzie łzy płynące z oczu ścinają się im w lód na twarzach; leniwców w innych znów jaskiniach; powiada o nich, że krew wycieka im z żył, a zbierają ją wzgardliwe robaki... Ale skąd ci się wzięła wycieczka przeciw naszej pogardzie dla życia, które wszelako lękamy się stracić?
KUBUŚ. — Z tego, co mi sekretarz margrabiego des Arcis opowiadał o mężu pięknej pani w kabryolecie.
PAN. — Jest wdową!
KUBUŚ. — Straciła męża w czasie podróży do Paryża; kłopot był z tem, że ów człowiek, uparty jak djabeł, nie chciał słyszeć o sakramentach. Właśnie owej pani zamku gdzie Ryszard spotkał Ojca Hudsona, poruczono zadanie pojednania go z czepeczkiem.
PAN. — Co chcesz powiedzieć przez swój czepeczek?
KUBUŚ. — Czepeczek, jestto ubranie głowy, które wkłada się niemowlętom.
PAN. — Rozumiem. I jakżeż wzięła się do tych oczepin?
KUBUŚ. — Wszyscy skupili się koło kominka. Lekarz, zmacawszy puls chorego i znalazłszy że jest bardzo nietęgi, przysiadł sobie koło łóżka. Wspomniana dama zbliżyła się doń i nawiązała rozmowę, tak aby chory nie stracił ni słowa z tego co mu zamierzali włożyć w mózgownicę.
DAMA. — I cóż, doktorze, co nam powiesz nowego o pani de Parme?