Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przedostawać się przez wezbrane od deszczu strumienie: już kilku podróżnych, którzy nie chcieli jej wierzyć, zmuszonych było nawrócić.
Pan rzekł do Kubusia: „Kubusiu, cóż poczniemy?“ Kubuś odpowiedział: „Najpierw, spożyjemy śniadanie z gosposią: co nam rozjaśni w głowie.“ Gospodyni osądziła, iż myśl jest roztropna. Podano śniadanie. Gospodyni była usposobiona nader wesoło; pan gotów był wtórować; ale Kubuś czuł się cierpiący; jadł bez apetytu, pił mało, zamilkł. Ten ostatni objaw był zwłaszcza niemiły: następstwo lichej nocy, jaką przepędził w jeszcze lichszem łóżku. Skarżył się na darcie w kościach; głos, silnie ochrypły, zwiastował ból gardła. Pan radził mu się położyć: nie chciał słuchać. Gospodyni poddała myśl zupy cebulowej. Zażądał aby rozniecono ogień w pokoju, czuł bowiem dreszcze; aby zaparzono ziółka i przyniesiono butelkę białego wina: co też wykonano natychmiast. Zaczem, gospodyni znikła i Kubuś został sam ze swym panem. Ten podchodził ku oknu, mówił: „Cóż za djabelski czas!“ patrzał na zegarek (jedyny do którego miał zaufanie), zażywał niuch tabaki powtarzając te same czynności z godziny na godzinę, i wykrzykując za każdym razem: „Cóż za djabelski czas!“ Następnie, zwrócił się do Kubusia i dodał: „Śliczna sposobność dla podjęcia i dokończenia historji twoich amorów! ale licho mówi się o amorach i o czemkolwiek wogóle, kiedy człowiek cierpi. Wejrzyj w siebie, zastanów się; jeśli możesz gadać, gadaj; jeśli nie, wydój swoje ziółka i śpij.“
Kubuś oświadczył, jako milczenie jest mu bar-