Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Zaraz, panie; ale bo... ale bo...
— Cóż za alebo?
— W butelce pozostała resztka, któraby wywietrzała. Mam szaloną odrazę do niedopitych butelek; prześladowałoby mnie to w łóżku; wystarczyłoby abym nie mógł zmrużyć oka. Nasza gosposia jest, na honor, przednia kobieta, a jej szampańskie wyśmienite; szkodaby mu dać się ulotnić... Za chwilę znajdzie się w bezpiecznem schronieniu... o, już się nie ulotni...“
Tak bełkocąc, Kubuś, w koszuli i boso, wygolił dwa lub trzy dobre łyki, bez przecinka, jak się wyrażał, to znaczy z butelki do szklanki i ze szklanki do ust. Są dwa podania o tem co się stało później, skoro zgasił światło. Jedni twierdzą, iż zaczął posuwać się po omacku wzdłuż muru, nie mogąc odnaleźć łóżka, i powiadał: „Na honor, niema go; albo, jeżeli jest, napisano w górze że go nie odnajdę; w jednym i w drugim wypadku, trzeba się obejść;“ co rzekłszy, wyciągnął się na krzesłach. Wedle drugich, było napisane w górze, że zaplącze się nogami w krzesłach, upadnie na podłogę i tam pozostanie. Z tych dwóch wersji, jutro, pojutrze, z wypoczętą głową, wybierzecie sobie tę, która bardziej przypadnie wam do smaku.
Dwaj podróżni, którzy położyli się późno i to z głową nieco zaprószoną, obudzili się dobrze ku południowi: Kubuś na ziemi albo na krzesłach, wedle wersji jakąście wybrali, pan bardziej wygodnie, w łóżku. Weszła gospodyni i oznajmiła, że dzień nie zapowiada się pięknie. Gdyby nawet pogoda pozwoliła puścić się w drogę, musieliby z narażeniem życia