Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MARGRABIA, rzucając się do jej kolan. — Przyznaję; niema ni jednej, któraby była podobna do ciebie. Dobroć twoja zawstydza mnie, jesteś jedyną prawdziwą przyjaciółką na świecie.
PANI DE LA POMMERAYE. — Czy jesteś pewny, iż zawsze jednako będziesz oceniał moje postępowanie?
MARGRABIA. — Byłbym chyba potworem niewdzięczności.
PANI DE LA POMMERAYE. — Odmieńmy przedmiot. Jakiż stan serca?
MARGRABIA. — Mam wyznać szczerze? Muszę mieć tę dziewczynę, albo zczeznę.
PANI DE LA POMMERAYE. — Będziesz ją miał niewątpliwie, ale trzeba wiedzieć jako co.
MARGRABIA. — Zobaczymy.
PANI DE LA POMMERAYE. — Margrabio, margrabio, znam ciebie, znam te osoby: wszystko się zdarzało.
Margrabia nie pokazywał się przez jakie dwa miesiące u pani de La Pommeraye i oto co zdziałał w czasie tej przerwy. Zawarł znajomość ze spowiednikiem obu pań. Był to przyjaciel owego księżyka o którym mówiłam. Klecha, spiętrzywszy wszelkie obłudne trudności jakie można wprowadzić w grę w nieuczciwej intryżce i sprzedawszy najdrożej jak mógł świętość swego posłannictwa, przystał wreszcie na wszystko czego margrabia żądał.
Pierwszą niegodziwością sługi bożego było odwrócić życzliwość proboszcza i przekonać go, iż protegowane pani de La Pommeraye, otrzymując z parafii jałmużnę, krzywdzą osoby uboższe i go-