Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wychowanie, majątek i nieszczęścia tych kobiet; powracał bez końca do tego tematu, nigdy się nie mógł dosyć nadowiadywać i narozczulać. Margrabina uświadamiała mu postępy jego uczuć, i, pod pozorami ostrzeżenia, oswajała z niebezpieczeństwem. „Margrabio, mówiła, uważaj; to cię może zaprowadzić daleko; mogłoby zdarzyć się pewnego dnia, iż przyjaźń, której nadużywasz w tak osobliwy sposób, nie starczy za wymówkę ani w moich ani w twoich oczach. Nie znaczy to, iżby codzienie ludzie nie czynili i większych szaleństw. Margrabio, lękam się bardzo, iż nie zdobędziesz tej kobiety, chyba pod warunkami, które, aż dotąd, nie bardzo były wedle twego smaku.“
Skoro pani de La Pommeraye osądziła, iż margrabia dostatecznie jest przygotowany, ułożyła z obiema paniami iż przybędą do niej na obiad; z margrabią zaś, iż, dla niepoznaki, zaskoczy je w podróżnem ubraniu; i tak się stało.
Wnoszono właśnie drugie danie, gdy oznajmiono margrabiego. Margrabia! Pani de La Pommeraye i obie d’Aisnon po mistrzowsku odegrały zakłopotanie. „Pani, rzekł do gospodyni domu, przybywam wprost ze wsi; w domu spodziewają się mnie aż wieczór; ośmieliłem się tedy mniemać, iż nie odmówisz mi łyżki rosołu...“ Tak mówiąc, przysunął sobie krzesło i zasiadł przy stole. Rozmieszczono nakrycia w ten sposób, iż znalazł się obok matki, a naprzeciw córki. Podziękował skinieniem oka pani de La Pommeraye za ten wzgląd. Po chwili pierwszego zmięszania, nabożnisie ośmieliły się. Rozmowa potoczyła się żywo, nawet wesoło. Mar-