Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


margrabia des Arcis nie wyrzekł słowa, któreby nie było pchnięciem sztyletu skierowanem w serce pani de La Pommeraye. Dławiła się z oburzenia i wściekłości; toteż, odparła drżącym i przerywanym głosem:
„W istocie, masz słuszność. Ach, gdybym ja się czuła tak kochaną, być może iż... Dajmy temu pokój... Nie dla pana będę tedy działać, ale pochlebiam sobie przynajmniej, margrabio, iż przyzwolisz mi nieco czasu.
MARGRABIA. — Jak można najmniej.
KUBUŚ. — Ach, pani gosposiu, cóż to za szatan-kobieta. Drżę cały: muszę wypić choć łyczek, aby nabrać ducha... Czy pozwoli mi pani pić tak samemu?
GOSPODYNI. — Ja się nie boję... Pani de La Pommeraye mówiła sobie: „Cierpię, ale nie cierpię sama. Okrutny człowieku! nie wiem jak długo będą trwały moje męczarnie; ale postaram się, by twoja była wieczna...“ Wytrzymała margrabiego blizko miesiąc w oczekiwaniu przyrzeczonego spotkania, to znaczy pozostawiła mu poddostatkiem czasu aby cierpiał, aby oszalał do reszty, zwłaszcza że, pod pozorem złagodzenia męczarni odwłoki, pozwoliła mu się zwierzać z postępów namiętności.
PAN. — I umacniać się mówieniem o niej.
KUBUŚ. — Cóż za kobieta! cóż za szatan-kobieta! Pani gosposiu, znów mnie strach oblatuje.
GOSPODYNI. — Margrabia zachodził tedy codziennie pogwarzyć z panią de La Pommeraye, która do reszty umiała go rozdrażnić, utwierdzić i pogrążyć zapomocą najbardziej przemyślnych rozmówek.
Wywiadywał się o miejsce pochodzenia, ród,