Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Inaczej nieco mówi Ewangelia.
— Ewangelia jest w mojem sercu i w mojej pochwie, nie znam innej.
— Pańska, mój dobry panie, jest nie wiem gdzie; moja jest zapisana w górze. Każdy ocenia zniewagę i dobrodziejstwo na swój sposób: być może że zresztą zmienia się nasz sąd o tem w różnych chwilach życia.
PAN. — Dalej, przeklęty gaduło, dalej...
Skoro pan Kubusia wpadł w zły humor, Kubuś milkł, zaczynał dumać i jedynie od czasu do czasu przerywał milczenie jakąś uwagą, mającą snadź związek z jego myślami, ale tak oderwaną od rozmowy, jak wątek książki którejby się przeskoczyło kilka kartek. I teraz oto rzekł: Mój drogi panie...
PAN. — Ach, wróciła ci wreszcie mowa. Cieszę się z tego dla nas obu, zaczynało mi się bowiem przykrzyć bez słuchania, a tobie bez mówienia. Mów tedy...
Kubuś miał rozpocząć historję kapitana, kiedy, po raz drugi, koń rzuca się gwałtownie w prawo, unosi go przez długą równinę dobre ćwierć mili i zatrzymuje się jak wryty między widłami szubienicy! Między widłami szubienicy! W istocie, szczególny obyczaj, aby częstować tak uparcie swego jeźdźca postronkiem!... „Cóż to, u djaska, ma znaczyć? myślał Kubuś. Byłożby to ostrzeżenie losu?
PAN. — Mój przyjacielu, nie wątp o tem. Twój koń działa pod wpływem natchnienia; a co najprzykrzejsze, to iż wszystkie owe przepowiednie, natchnienia, ostrzeżenia z góry przez sny, zjawiska, nie zdały się nigdy na nic: rzeczy, mimo to, idą