Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


swoim trybem. Drogi przyjacielu, radzę ci doprowadzić sumienie do przyzwoitego stanu, załatwić drobne sprawy i uporać się co najspieszniej z historją kapitana i twoich amorów, bardzo bowiem byłoby mi przykro stracić cię nie usłyszawszy końca. Choćbyś się martwił więcej jeszcze niż w tej chwili, coby to pomogło? nic. Wyrok losu, ogłoszony dwa razy przez twego konia, spełni się. Zastanów się, czy nie jesteś komu dłużny jakiego zadośćuczynienia? Powierz mi swą ostatnią wolę, i bądź pewien że będzie ściśle wypełniona. Jeśli ci się zdarzyło coś mi ściągnąć, daję ci to na własność: proś jedynie Boga o przebaczenie i, przez czas mniej lub więcej krótki jaki mamy żyć z sobą, nie kradnij więcej.
KUBUŚ. — Daremnie sięgam wzrokiem w przeszłość, nie widzę w czembym zawinił przeciw sprawiedliwości ludzkiej. Nie zabiłem, nie ukradłem, nie zgwałciłem...
PAN. — Tem gorzej; wszystko zważywszy, wolałbym aby zbrodnia była już poza tobą: mam w tem swoje racje.
KUBUŚ. — Hm, panie, a gdybym ja miał wisieć nie na swój, ale na cudzy rachunek?
PAN. — To być może.
KUBUŚ. — Może powieszą mnie dopiero po śmierci.
PAN. — I to być może.
KUBUŚ. — Może mnie wcale nie powieszą.
PAN. — Co to, to wątpię.
KUBUŚ. — Jest może napisane w górze, iż będę obecny przy powieszeniu kogoś innego; a ten inny, kto wie kto to? czy jest blizko czy daleko?