Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiewkę, rzekła do pryncypała; ale nie ukradłam: dał mi ją sam.
— Ja ci dałem sakiewkę?
— Tak.
— Możliwe, ale niech mnie djabli porwą jeżeli sobie przypominam...“
Urzędnik rzekł do Kubusia: „No, no, Kubusiu, nie wyjaśniajmy dalej.
— Panie...
— Wedle tego co widzę, jest ładna i nie dzika.
— Panie, przysięgam...
— Ileż było w sakiewce?
— Około dziewięciuset siedmnastu funtów.
— Och, Joasiu! dziewięćset siedmnaście funtów za jedną noc, to o wiele za dużo jak na was oboje. Daj mi tę sakiewkę...“
Dziewucha podała sakiewkę panu, który dobył podwójnego talara: „Masz, rzekł, oto zapłata za twoje usługi; warta jesteś więcej, ale dla kogo innego niż Kubuś. Życzę ci dwa razy tyle każdego dnia, ale nie w moim domu: rozumiesz? A ty, Kubusiu, siadaj co żywo na koń, i wracaj do pana.“
Kubuś skłonił się urzędnikowi i oddalił bez odpowiedzi, ale mówił sobie w duchu: „A, szelma! a, łajdaczka! było tedy napisane w górze, że kto inny się z nią prześpi, a Kubuś zapłaci!... Ech, pociesz się, Kubusiu, czy nie dosyć szczęścia, że odnalazłeś swoją sakiewkę i pański zegarek, i że cię to kosztowało tak niewiele?“
Kubuś wsiada na konia i rozpiera ciżbę jaka się uczyniła pod domem; ale, ponieważ ciężko mu było przenieść, iżby tylu ludzi miało go brać za hul-