Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bierać! Przeklęta przezorność! etc., etc“. Gotowiście myśleć, iż mały hufczyk wpadnie na Kubusia i jego pana, że wywiąże się krwawa bitwa, razy i wystrzały; jakoż, zależałoby tylko odemnie, aby to wszystkow istocie miało miejsce; ale wówczas, bywaj zdrowa prawdo, bywajcie zdrowe amory Kubusia. Faktem jest, iż podróżnych nikt nie ścigał, i że nie wiem co zaszło w gospodzie po ich wyjeździe. Jechali dalej swoją drogą, ciągle nie wiedząc dokąd jadą, mimo iż wiedzieli mniejwięcej dokądby chcieli jechać; jechali, oszukując nudę i zmęczenie milczeniem i gawędą, jak to jest zwyczajem ludzi odbywających podróż, a niekiedy także i siedzących na miejscu.
Jest bardzo oczywistem że nie piszę tutaj powieści, skoro gardzę wszystkiem, czem powieściopisarz nie omieszkałby się posłużyć. Ten, ktoby wziął to co piszę za prawdę, byłby może w mniejszym błędzie, niż ktoś ktoby to wziął za bajkę.
Tym razem, pan przemówił pierwszy, przyczem rozpoczął od zwyczajnej przyśpiewki: No i cóż, Kubusiu, historja twoich amorów?
KUBUŚ. — Nie wiem na czem stanąłem. Tak często musiałem przerywać, iż na jednoby wyszło zacząć od początku.
PAN. — Nie, nie. Ocknąwszy się z omdlenia na progu chaty, znalazłeś się w łóżku, otoczony przez jej mieszkańców.
KUBUŚ. — Doskonale! Otóż, najpilniejszą rzeczą było sprowadzić chirurga, nie było zaś takowego na milę w około. Poczciwiec kazał wsiąść na koń jednemu z synów, i wysłał go do najbliższego miasteczka. Tymczasem, dobra kobieta zagrzała garnek