Strona:PL-Boy-Igraszki kabaretowe.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rzekłem do ciebie: Luba ma,
Tak źle nie będzie z nami może dzisiaj jeszcze —
Pieniążki tom poezyi da,
Temat jest, bo opiszę, jak z tobą się pieszczę.

Kochałem w noc, pisałem w dzień,
I powstał wreszcie rapsod ogromnie natchniony,
Wychudłem z pracy niby cień,
I od Feldmana wziąłem za to trzy korony...

Lecz to najbardziej smuci mnie,
Że już w mem sercu wysechł miłości poemat,
Żegnam więc, luba, żegnam cię!
Muszę znów z inną przeżyć jaki nowy temat...


STUDENTKA (wchodzi i mówi):

Precz, uwodzicielu nikczemny,
I na mnie niegdyś działał twój urok tajemny,
Lecz już nie słucham twego plugawego głosu,
Właśnie dzisiaj zasiadłam w Wydziale Ethosu!
Niech pan mi z oczu znika,
Bo właśnie tu czekam naszego skarbnika.


(Edzio Leszczyński wychodzi zawstydzony).


STUDENT Z ETHOSU (wchodzi i śpiewają razem):
Nuta: »Travjata«. Więc pijmy, więc pijmy na chwałę miłości...


STUDENT I STUDENTKA

Pracujmy, pracujmy, dla szczęścia ludzkości,
By w ducha regjony ją wznieść!
Śpiewajmy, śpiewajmy, na chwałę — Czystości,
W niej życia nowego jest treść!