Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Pokaż, co masz? — zawołał starszy, chwytając go za rękę. Pięć kopiejek! ho, ho, to ten brzuchacz umie dawać, jak chce! Chodź za mną, przekąsim cośkolwiek. Bób psa wart, za pięć kopiejek można coś lepszego kupić. Walaj za mną!
Wszedł naprzód z podniesioną głową, z łokciem zawsze gotowym do szturgania, przeciskał się przez tłum, umyślnie lazł, gdzie najciaśniej; staremu żydowi huknął nad uchem, babę zepchnął z chodnika, a nim zdążyli obejrzeć się, był już na drugiej stronie ulicy, z rękami w kieszeniach przyglądał się wystawie sklepowej; na piersiach z poza brudnej koszuli wyglądał rożek chusteczki schwyconej po drodze. Weszli do szynku. Józiek wypił kieliszek wódki, zakąsił śledziem. Jaśkowi kupił trzygroszową bułkę. Poszli dalej.
— Dla mnie pięć kopiejek — to nie pieniądze — mówił zaczerwieniony nieco; jak ich nie mam, to zdaje się, że coś warte, a jak mam, wypiję, zakąszę, i jakby ich nie było! A to twoją matkę taszczyli dziś zrana, hę? Gdzież ty mieszkasz teraz?
— Czy ja wiem — odrzekł Jaśko, przełykając suchą bułkę.
— Pójdziesz za mną; ja tam wielkiej parady nie używam, śpię w stajni u rzeźnika. Mieszkanie, tak sobie: od koni ciepło bywa czasami, a i słomy poddostatkiem; czasem nawet w siano zaryć się można — wtedy śpisz jak król! Rzadko to bywa! Siano kupują wiązkami, a jak tylko kupią, zaraz to bydło zje, żeby ich, eh!... Wyśpisz się ze mną, zrana pomożesz stajnię uprzątnąć. Nie wielkie tam wyprzątanie; machniesz miotłą w jedną stronę to i czysto, resztę konie i ludzie za nogami wyniosą. Później pójdziemy na miasto. Biedy nie zażyjesz, nie lękaj się. Ot patrzaj, jak ja pójdę koło tej zgarbionej jejmości, niby nic, a zobaczysz, co dalej będzie.
Poszedł naprzód, minąwszy kobietę, zatrzymał się, czekając na Jaśka.