Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lecz o wiele starszy i widać już dobrze obeznany z ulicą. Twarz miał wynędzniałą i starą nad lata, szerokie usta wykrzywione szyderczo, w oczach zapadłych głęboko tlała hajdamacka przebiegłość. Czapkę z podartym daszkiem nałożył na tył głowy, nad niskiem czołem jeżyły się włosy nieokreślonego koloru. Z pod obdartego kaftana wyglądała obnażona szyja i piersi, dolna odzież świeciła dziurami, na bosych nogach miał podarte kobiece buciki z wykrzywionymi obcasami. Biegł za jakimś jegomościem i jęczał żałośnie.
— Panie wielmożny, choć kopiejeczkę dla chorej matki, choć jedną kopiejeczkę! Matka chora — zlitujcie się panie wielmożny!...
Jaśko zatrzymał się, patrzał na niego z głupim uśmiechem.
— A gdzie twoja matka, Józiek? — spytał.
Józiek szturgnął go w bok jedną ręką, drugą wyciągnął po jałmużnę.
— Głupi ty — zawołał, gdy dobroczyńca odszedł. Cóż chciałeś, żebym mówił: daj mi papieroska, daj na kieliszek wódki! Ja tam matki swojej na oczy nie widział, ale dla niej najwięcej dają, to ja dla niej i proszę. Ot zarobiłem dwie kopiejki, dobre i to! Sprobój, poproś u tego tłustego, co wali z pod Ostrej Bramy, jęcz tylko głośno dla chorej matki. No, prędzej, kupim bobu, jak dostaniesz kopiejkę!
Jaśko podbiegł, wyciągnął rękę:
— Paneczku, dla chorej... Wspomnienie matki znowu załechtało około serca, opuścił rękę, po twarzy przesunął się cień prawdziwego smutku. Pan rzucił pieniądz i poszedł dalej; Jaśko stał spoglądając z podełba, a z gratki o mało nie skorzystał koleżka; już nachylił się, wyciągnął rękę... Żuczek go uprzedził, chwytał kości nie gorzej jak szubrawcy jałmużnę, sądził, że i teraz coś dla niego rzucono. Tymczasem Jaśko ocknął się, podniósł pieniądz,