Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wrócił, a zanim dały się słyszeć szybkie kroki w pantoflach; Gilewicz śpieszył, zapinając surdut na jeden guzik. We drzwiach uśmiechnął się, zatarł ręce radośnie.
— Królowo moja łaskawa! Otóż to spotkanie, anim się spodziewał, ani mi się śniło, że kiedykolwiek ujrzę moją pieszczoszkę śliczną! — prawił, całując ją stokrotnie po rękach. No, siadajże pani moja złota, ot tu bliżej po dawniejszemu! Wyglądasz, jak różyczka! Ślicznie, prześlicznie, no, nic dziwnego, tożto teraz zaledwo rozkwitłaś pani prawdziwie.
Zsunął dwa fotele; usiadł bliziutko i trzymając jej ręce w dłoniach, patrzał w twarz z przymileniem.
— Zkądże przybywasz? Jakie bogi zagnały panią do naszego miasta — prawił dalej zachwycony, uśmiechnięty; mów prędzej, chcę posłyszeć ten głosik pieszczony. Oj kobietko! W obecności twojej człek młodnieje, jak honor kocham. Wszak się nie obrazisz, jeżeli stary dziad zbyteczny razik w rączkę pocałuje, co? zapiszemy to na rachunek starej znajomości! Rozpiął rękawiczkę i złożył kilka głośnych całusów niżej dłoni. Przepadam za ładnemi łapkami. Z chorobą tą pójdę już do grobu! Che! che! che! Wybaczysz, prawda? No, mówże przecie! Patrzysz, jakbyś liczyła siwe włosy w mojej czuprynie! Niespodzianko ty moja śliczna.
— Pan wiedział przecież, że ja przyjadę — rzekła, korzystając z chwilowej przerwy w grzecznościach i pocałunkach. Cały ten wylew serdeczności wydał się jej zbyt jaskrawym, poufałym nad miarę; wysunęła ręce z jego dłoni, patrzyła mu w oczy poważnie, usiłując poskromić wybuchy jego czułej radości. Usłyszawszy odpowiedź, otworzył oczy szeroko, ręce złożył jak do pacierza.
— Ja? Królowo! A zkądże mnie grzesznemu takie błogie myśli przyjść mogły! Wiedziałem, że zagustowałaś w życiu stołecznem. Słyszałem o tryumfach w teatrze...