Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ojciec jej zajmował wówczas świetne stanowisko, ona zaś uchodziła za posażną pannę; zapewne pochlebiano jej trochę, ale... postanowiła odkopać skarb zaniedbany przez lat kilka. W pierwszej chwili nie obeszło się bez gorączki. Odrazu ujrzała siebie u szczytu sławy w najrozmaitszych kostiumach i toaletach; przesycona hołdami, depcząca po kwiatach... kwiaty nasunęły jej kilka poważnych myśli. Po co tracić tyle pieniędzy na rzecz tak znikomą. Ona to zreformuje — nie pozwoli na takie marnotrawstwo. Chociaż, jak można zaprzeczyć tłumom okazywać uwielbienie. Cóż robić, trzeba będzie pogodzić się z maniją wieńców i bukietów.
Zaczęła brać lekcye. Głos silny nie miał określonej skali, w chórach szło jako tako; solo fałszowała strasznie! nie miała słuchu! Nie wierzyła gdy jej to mówiono; pracowała dalej. Po roku nauczyciel powiedział, że ma zamieścić ją jako chórzystkę w teatrze. Zapas pieniężny już się wyczerpał, sprzedała bieliznę i futro, należało wejść do chóru... na czas jakiś; wkrótce zaczną jej dawać rolę, a później... pocieszała siebie jak mogła, w istocie zaś potrzebowała zarobku. Wystawiano nową operę, zwykłe siły nie wystarczały, gdyż jednocześnie wysortowano kilka zużytych egzemplarzów, na ich miejsce postąpiły nowe — między innemi i Lipska. Kupiła sobie ładną tekę do noszenia nut, na próby ubierała się starannie dla wyróżnienia od chórzystek starych szczególniej, które miały zwykle brudne spódnice i wykrzywione obcasy u bucików, unikała znajomości, nie przez dumę, broń Boże! ale ten motłoch śpiewający wydał jej się wstrętnym zblizka. Prawie wszystkie wymalowane, mają żółte szyje i chude ręce, młode chichoczą czasami, stare — istne maszyny o bezmyślnym, szklannym wzroku!
Widziała, jak nieraz wychodziły w towarzystwie mężczyzn; dawniej myślałaby może, że to ich bracia lub mężowie, teraz... wzruszała ramionami obojętnie, wszak ona