Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zadowoleniu. Oh! żeby to wszystko możnu było dokonać w jeden dzień, w tydzień, byłaby najszczęśliwszą. Wrzała przez cały wieczór, w nocy długo zasnąć nie mogła; nazajutrz projekt zbladł znacznie. W księgarni powiedziano jej, że powieść tłómaczyły już dwa pisma. Przypomniała sobie o wielkiej liczbie tłómaczów i tłómaczek, o tem, jak trudno zamieszczać podobne prace, wiedziała to i wczoraj, ale usiłowała zapomnieć, umysł potrzebował nacieszyć się błyskotliwym obrazkiem. Teraz dziwiła się nawet, że mogła pomyśleć z zapałem o pracy, która w najlepszym razie nie dostarczyłaby jej środków do życia.
Przez kilka dni była zupełnie spokojną: przekładała bieliznę i obliczała srebro — miała przy tem zapas odzieży — to dodało jej otuchy; nie znajdowała się przecież w ostatecznej biedzie — mogła czekać. Znaki na ręcznikach, serwetach i obrusach ozdobione koroną, jako też widok srebrnej cukiernicy, szczypczyków, łyżeczek, obudziły w niej dumę rodową, przypomniały o różnych krewnych, postanowiła odnowić stosunki, napisała kilka listów na chybił trafił, gdyż krewni ci znani jej byli tylko z nazwiska, niektórych znała w dzieciństwie. Tymczasem przerabiała swoje stare suknie, prała koronki i czytała o sławnych kobietach. Odpowiedzi nie nadeszły. Przekonała się, że jest samą na świecie, że oprócz wuja w siermiędze i piłą ogrodniczą za pasem nie ma nikogo. Nie zmartwiła się tem wcale, gdyż w myślach zaświtał nowy projekt, i odrazu pochłonął całą jej istotę. Miała talent do śpiewu ogromny. Raz nawet występowała publicznie na cel dobroczynny; słuchacze byli zachwyceni, podano jej pyszny bukiet, a stary prezes, wielki znawca wdzięków kobiecych, gdy sprowadzał ją z estrady, szeplenił, pryskając śliną na jej szyję.
— Mais vouz avee du talent... oui... oui... un grand talent. Oczarowałaś nas pani! vous étes charrrmante et cette toilette...