Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tupali nogami, a każdy zerkał na drogę w stronę miasteczka. Słońce zachodziło czerwono, zapowiadając na noc mróz jeszcze silniejszy, gwiazdy wysypywały się jedna za drugą, już i nocka szarzała na dworze, a młodych jeszcze nie było. Prawda, że do kościoła cztery mile chłopskiej drogi, dzień krótki, za to noc długa. Szmul zapalił aż cztery lampki, z których tylko trzy kopciło co się zowie, jedna zaś oświetlała sufit i izbę z większego. Ciepło tu było jak w piecu; krople pary spływały po ścianach, po szybach i suficie. Izba przepełniona narodem, zdawało się, że nietylko dla ciała, ale i dla ducha nawet miejsca nie było; tymczasem ciągle przybywali nowi goście i mieścili się jakoś, skrzypek rzępolił w kącie, usiłując zagłuszyć krzykliwe śmiechy i gawędy. Szmul miał w rezerwie miednicę i dwie patelnie, na których zamierzał bębnić i dzwonić jego rodzony brat śpiewak ze szkolnego chóru z miasteczka: muzykę tę zachował na przybycie młodych. Przyjechali nareszcie! Zdaleka już słychać było ochrzypły głos Marcina; podpił trochę i słusznie, w taki mróz należało ogrzać duszę choć zlekka! Z sanek wylazł o własnych siłach, jeszcze nawet żonkę wyciągnął. Trudniej mu było przecisnąć się przez gromadę u drzwi i w sieni; przeszedł jakoś, ale w zamięszaniu nie spostrzegł, że żonkę na dworze zostawił; za siermięgę jego natomiast uczepiła się stara Madejowa, która już najzupełniej straciła nadzieję dostania się do izby. Miednica i patelnie zabrzęczały! Skrzypce wyglądały przy nich jak duch pokutujący artysty, który przez całe swe życie grał fałszywie! Śpiewak zaintonował któryś psalm dawidowy; zadarł brodę, oczy przymknął i trelił, uderzając naprzemian w patelnię i miednicę obcęgami, zastawionemi niegdyś przez Michałka! Na stole, w blaszanych garncach wódka i piwo, dla tych zaś co do stołu docisnąć się nie mogli, baryłka przy drzwiach, druga na ławie! Takiego zbytku mogli sobie pozwolić tylko panowie za dawnych dobrych czasów; w wiosce, jako żywo podo-