Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dziano, że gdyby zmarły miał choć żywą duszę z krewnych, oprócz żonki oszalałej z żalu, albo żeby Szmul chciał gadać — śmierć ta nie uszłaby na sucho!... Zmarły miał sińce na piersiach, na grzbiecie, brakowało mu dwóch zębów z przodu, na czole dwie czarne plamy — niewiadomo wprawdzie od czyjej pięści, gdyż każda jednostajne ślady zostawia, ale mogliby odpowiadać wszyscy obecni w karczmie, tem więcej, że żaden nie wiedział z pewnością, w jakim stopniu był winien lub niewinien! Milczeli tedy wszyscy, nie oskarżano nikogo wyłącznie; szeptali tylko między sobą. Wskutek tych szeptów, Szmul dostał krowę z cielęciem i zboża wszelkiego potrochu; szewca zaś pochowano wspólnemi siłami naprzeciw karczemnych okien, między kilku jodłami na wzgórzu; wdowę i chłopaka obdarzyli czem mogli; nawet dziury w chacie pozalepiali z większego i kilka wozów drew rąbanych złożyli przy jej drzwiach we młynie! Pokwitowawszy z przeszłością, zaczęli żyć po dawniejszemu, a, gdy wypadł pierwszy śnieg i zakrył świeżą mogiłę, o szewcu zapomniano zupełnie! Wdowy nikt nie żałował: wiedziano, że z mężem miała życie nędzne, teraz zaś głodu przynajmniej nie zazna przez zimę, na wiosnę zaś pójdzie na służbę gdzieśkolwiek. Marcin tylko nie mógł wrócić do dawnego spokoju; wódki do ust nie brał, pomimo to ze Szmulem żył w dobrych stosunkach; krowę i kozę jego na przechowanie wziął, żyto jego do młyna woził; a raz, gdy podczas najgorszej drogi żyd potrzebował odwieźć zakupiony towar do miasta o mil piętnaście, Marcin swego konia mu dał i z powrotem obowiązał się jeszcze przywieźć soli kilka pudów, wódki beczkę i dwoje starych żydów: matkę Szmula i ojca Szmulowej! A za wszystko klepał go żyd po ramieniu, mówiąc:
— Ty dobry człek! żeby nie jeden twój grzech, ty byłbyś najlepszy człek w wiosce! mój ojciec będzie miał skrzynkę, a matka dwie pierzyny; nu, a jeśli tam jaki węzełek dołożą... czy to wielka rzecz? Ty zdrów chłop, pójdziesz