Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kich do chaty zapędził, ani żywego ducha nie widać na ulicy... cisza; ciemne chmury płyną sobie zwolna; nad strzechami przeleci czasem wrona, albo kilka wróbli przysiądzie na płocie; ot tam nad jego chatą kilka wron naraz zakrakało żałośnie; to zły znak! Zawracał konia ku wiosce, sam zaś oczami wpił się w ściany młynu; czyż nie wyjdzie... ani na minutkę? eh, żeby też wiedziała, jak mu ciężko na duszy! Do chaty wracać nie chce, do młynu — nie śmie jakoś! Stary jest już prawie, gdyż w czarnym zaroście ma kilka siwych włosów, za sobą dużo lat pracowitych, jednostajnych; miał dość czasu, żeby się rozumu nauczyć... ustatkować się i żyć spokojnie, jak ta woda w stawie grubą pleśnią pokryta! Rówieśnicy jego mają już synów wyrostków, a on? Jemu głupstwa w głowie! Chatę, żonkę, dobytek, wszystko za nic ma, wszystko oddałby za jedną... babę, a...! ot, żeby ludzie wiedzieli, że on taki głupi!
Niech wiedzą! Dziś jeszcze pójdzie na cały wieczór do młyna, chłopcu zaniesie kilka jabłek i pogawędzi z Natalą spokojnie, nie tak jak wczoraj! Powie, że ją lubi, wówczas nie będzie potrzebowała udawać, że nie wie, czego on chce od niej. Tak, powie jej to dziś jeszcze, gdyż jutro szewc wrócić może, a przy mężu to zawsze jakoś niezręcznie!... Nie sądzono mu było załatwić całą sprawę dzisiejszego wieczoru! Nim wrócił, w chacie zgromadziły się prawie wszystkie baby ze wsi; wiadomo, że dusza nawiedza tych, z któremi się nie pożegnała za życia; śpieszyły tedy do umierającej, zawodziły przytem żałośnie! Marcin, widząc, jak każda z żalu nos palcami uciera, zmarkotniał trochę, do chaty nie wchodził, tylko konia odłożył i usiadł na kamieniu przede drzwiami; głowę odwrócił w stronę ogrodu, żeby żadna baba twarzy jego widzieć nie mogła. Opowiadały też o nim rozmaicie: jedne mówiły, że zczerniał z żalu jak węgiel, inne zaś — że zbladł jak płótno! Wszystkie ubolewały mówiąc, że drugiej takiej nie znajdzie, chyba, że weźmie Marysię kowalównę, albo Zośkę, albo