Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— No cóż, kupujecie krowę, czy tak cały swój wiek będziecie bez żywiołki?
— Kupiłbym choć dwie za pięć palców.
— Tak żyć trudno! żonka i dziecko zmarnieją.
Natala płucze miskę przez okno i słucha, umyślnie tedy dodał głośniej:
— Kobiecie zawsze trzeba lepszą wygodę dać!
— A cóż wam do mojej kobiety?
— Mnie... nic, ot tak z gawędy przyszło, więc mówię, że jej nadto już ciężko pracować o suchej strawie! Na zimę wziąłbym na przechowanie.
— Żonkę?
— Eh nie, krowę, jeśli kupicie; w tym roku siana dużo.
— Dobrze byłoby. Trzeba będzie z czortem pogadać, jak da pieniędzy, to wówczas będę z wami o krowie i sianie gadał!
— Eh, wy zawsze po swojemu! Szewcowa tymczasem mruga na Marcina, żeby namawiał do kupna; ona już oddawna myśli o krowie choćby najmniejszej. Strasznie ciężko żyć bez mleka i okrasy! często aż w brzuchu smokcze od postnej strawy! Mężowi przypominać o tem nie śmie, bo wie, że on nigdy kopiejki przy duszy nie ma! Żeby Marcin pożyczył choć kilka rubli! powoli odrobiłaby może... codzień przecież zarabia cośkolwiek.
— Jakóbowa sprzedaje swoją łysą, może na wypłatę da? mówił zachęcony błagalnem spojrzeniem Natali. Ja pożyczę na początek!
— No, no, jeszcze w złą godzinę wymówicie! Cóż wasza baba na to powie?
W głosie szewca słychać niedowierzanie! Wolałby mieć parę wieprzów, ale wiej że żonka krowy pragnie! widział nieraz, jak czerwieniła się z zazdrości, spoglądając na żywiołkę sąsiadek! nie mówi o tem, bo już ma taką cichą naturę, ani skarżyć się, ani prosić nie umie, czasem tylko