Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z rana, lecz nawet pod wieczór, gdy ludzie z tem, co Bóg dał na rękach i twarzy do spoczynku idą, on, grzesznik, myje się, włosy czesze, a często jeszcze siermieżną kurtkę z czarnym aksamitnym kołnierzem nakłada, do wiadra zagląda i, patrząc w wodę, wąsy gładzi! Marcinowej serce w piersiach dygoce, pewną jest, że pójdzie do młyna, do szewcowej — spogląda za nim — a jakże, poszedł prosto przed siebie! ho, ho, jeszcze sobie drogę skraca! przez płot do Jakubowej ogrodu wskoczył, a tam już kilka kroków przez łąkę do młyna! I nóg nie połamał, karku nie skręcił, doszedł zdrowo.. a!... Wolałaby już, żeby u Szmula pił... wówczas przynajmniej wszyscy widzieli, że prawda była za nią, każdy jej żałował... a teraz... serce boli... łzy same z oczów płyną, skarżyć się trudno, ludzie nie uwierzą, i tak już waryatką nazywają — przytem, wstyd wyznać, że cudza baba milsza mu niż swoja... a może i nie milsza, może tak tylko z nudy chodzi do szewca... dla szewca nos wyciera, wąsy i włosy czesze? ej nie!
— Zaczekam jeszcze trochę... a potem... Zaciskała pięście, aż paznogcie w dłoń się wpijały! oczy wydrapię tej czarownicy!.. tak mnie Boże dopomóż! Oj, oj, jaki teraz smaczny chleb piekła z kminem i czarnuszką, jak suto okraszała strawę, jak czysto utrzymywała chatę i wszelkie statki! Sama zaś koszulę i fartuch miała zawsze białe, świąteczną chustkę na głowie! przystrojona krząta się po chacie i czeka czy nie przemówi do niej; czy nie pochwali przynajmniej kapusty ze słoniną i kartoflowych placków? Nie, ani słowa! jedząc, spogląda już na drzwi, albo na swoje buty, czasem tylko zagada:
— A daj ty mnie babo czerwoną chustkę na szyję, tak coś w gardle świdruje!
Oj, świdruje go, tylko nie w gardle. Marcinowa wie dobrze, czemu on dziś stroi się jak w święto! o czystą koszulę prosić nie śmie, więc chociaż ładną chustką szyję okręca! Bezbożnik! a święta ziemia nosi go dotąd!