Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


maszyny — Jan tak dalece niepraktycznym być nie może, szczególnie w swojem położeniu, kiedy na dwanaście wizyt dziennie ma conajmniej cztery bezcelowe, a reszta płatne po rublu najwyżej! Hm, cherchez la femme! A szukać długo nie trzeba, fakta mówią same za siebie. Nieraz przyglądając się jak ślicznemi rączkami cerowała mężowi skarpetki, albo płukała szklanki po herbacie, myślałem w duchu, że ptaszek musi czasami przeklinać swoją klatkę. Istna bo też ptaszyna i to rajska nawet zaprzężona do wozu z powszednim chlebem. Zrywać się już nie czas: nie radziłbym pomimo współczucia, ale pofruwać pod legalną zasłoną — może, dokąd służy młodość i uroda. Rolę swoją gra znakomicie; wpatrywałem się w nią gdy rozmawiała z mężem; pogryzłem usta do krwi ratując się od uśmiechu. Co za niepokalana prostota! Żebym kobiety znał choć trochę mniej niż swoje stare rękawiczki, gotów byłbym uwierzyć, że jestto wzór kochającej żony! Tak przynajmniej mówiły jej oczy, najpiękniejsze jakie widziałem dotąd, a tem samem najfałszywsze, gdyż każdemu potrafią wmówić co zechcą! Jan rozmiękł jak bibuła na deszczu; czekałem, czy się nie rozpłacze; skończyło się jednak na mocnem zaczerwienieniu końca nosa — przyczem policzki wyglądały jeszcze więcej zwiędłe — patrzał na nią swemi przygasłemu oczyma, zgarbiony, z zapadłą piersią, zdawał się uginać pod brzemieniem miłości. Przez chwilę sądziłem, że moje dobre chęci rozpłyną się w ciepłej oliwie małżeńskiego pożycia. Opatrzność zrządziła inaczej!
— Pojedziesz, wyszeptał równym, spokojnym głosem, potrzebujesz powietrza, swobody, w mieście tego dać tobie nie mogę, pojedziesz!
Patrzyli na siebie w milczeniu. Zapewne dusze ich odśpiewały tymczasem miłośną symfonię. Ja głucho-niemy profan domyślałem się też tego duetu z rozanielonych twarzy. Chętnie dałbym brawo dzielnej aktorce, przysiągłbym, że w duszy niemniej odemnie była zadowoloną z pomyśl-