Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z TEKI
PORZĄDNEGO CZŁOWIEKA.


W Maju. Nie jestem stworzony na lekarza biedaków — przekonałem się o tem nieraz. Zkąd też przyszło Janowi ciągnąć mię na tę konsultacyę! Wykręciłbym się, żeby nie zapowiedział zawczasu, że ma to być gratis. W takich razach odmówić niepodobna. Nędzne otoczenie wstręt we mnie wzbudza. Nizka, ciasna izba przepełniona wyziewami, uprzątnięta z większego na przybycie doktora, pozbawia mię apetytu i obdarza zarazem wonią, której sić przez cały dzień pozbyć nie mogę. W takich przybytkach zwykle szwank jakiś ponieść muszę! Dziś usiadłem na stołku, gdzie przed chwilą dzieci lepiły babki z piasku, naturalnie, że moje jasno-popielate spodnie ucierpiały trochę! Nędza strasznie realna! Nie pozbędziemy się jej, dokąd biedactwo będzie się łączyć i roić bez żadnej kontroli! Dzisiejszy mój pacyent mógłby sobie pokwitować z życiem, i niktby do niego nie miał o to pretensyi, żeby nie zostawił po sobie całego szeregu dziatwy — zresztą to już kłopot Opatrzności. Trzebaż mi było jeszcze włożyć najpiękniejszą różę w pętlicę tużurka i oblać się dżokej-klubem od stóp do głowy! Wyjeżdżałem do zwykłych swych pacyantek, i ani mi się śniło, że Jan porwie mię i uniesie jak djabeł dobrą duszę; róża została na łóżku biedaka, perfumy zwietrzały w dusznej atmosferze. Nie żałowałbym trudu,