Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jak raz! bawić się z tobą będę! pewno! krzyknęła aż w sercu ukłuło! łapserdak. Jakby kto z niego skórę darł. Dam ja tobie beki wyprawiać!
Pochylona, drżącemi od pośpiechu rękami poprawiała posłanie, przesuwała na suche miejsce, główkę osłaniała od słońca. A malec patrzał jej w oczy, jakby chciał wybadać, czem się to wszystko skończy? czy i nadal skazanym będzie na leżenie na grzbiecie! Poruszał ramionami, wyprężał się, dając znak, że rad byłby podnieść się z posłania, wyprostować nogi i członki. Matka, tymczasem, wydobywała z za koszuli skórkę chleba, albo marchew trochę z piasku oskrobaną, wsuwała mu ją w zamkniętą pięść.
— Na żryj, i milcz zbóju! bo jak jeszcze harmider podniesiesz, to z kijem przyjdę i tak dam, że swoich nie poznasz!
„Zbój“ nie bardzo przyjmował do serca ową obietnicę, nie spojrzał nawet na odchodzącą matkę, cała jego uwaga skupiała się teraz na marchwi: oglądał ją na wszystkie strony, podniósł do ust i jak raz trafił na cztery zęby, co mu z przodu sterczały! Po chwili całą twarz umalował na żółto, smoktał, przełykał ślinę; a marchew wyglądała jakby podziobana, gdzieniegdzie cztery ząbki zostawiły wyraźne ślady. Jak dalece posilił się, trudno zgadnąć, zmęczył się jednak widocznie, marchew opuścił i wpatrzony przed siebie nadstawiał ucha na wrzawę, co znowu zaczynała brzęczeć wśród warzywa! Umiał już pełzać, nawet wcale nie źle chodził na czworakach, ale wśród pięknej natury niedołężniał jakoś, nie miał ochoty próbować sił własnych; tylko czasami gdy go grzbiet zabolał, kładł się na brzuchu, głowę przechylał na ramię i drzemnął troszkę z nawpół otwartemi oczami. Prócz much i mrówek w tej epoce życia, wrogów nie miał żadnych. Zdarzało się, że Żuczek w zapędzie swawoli wpadłszy pośród zagony trafiał na spoczywającego; krzywdy mu jednak nie wyrządził a tylko, dostrzegłszy na buzi ślady kaszy lub chleba, liznął,