Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Do Szumana! Zawołał, wszak to u was najlepsza restauracja!
Dorożkarz skłonił głową potwierdzająco.
Kareta zatrzymała się przed Europejskim hotelem. Artystka wyjrzała przez okno: oprócz dwóch szwajcarów przed hotelem nie było nikogo. W przedsionku, na schodach, też nikt na nią nie czekał. Ręka drżała trochę, otwierając drzwi do numeru, ale i pokój okazał się pustym! Na toalecie dopalały się świece, alabastrowa lampa, zwieszająca się z sufitu, rzucała łagodne światło; w fotelu drzemała pokojowa. Artystka patrzyła na nią pytająco.
Spłoszona dziewczyna powstała, przyjęła futro i chustkę, i wysunęła do drugiego pokoju.
— Nie przychodził tedy!
Przeszła parę razy ciągnąc z szelestem tren sukni zdejmowała zwolna rękawiczki.
Była dziś piękniejszą niż zwykle dzięki wzruszeniu, twarz pałała rumieńcem, oczy błyszczały; niepokój rozdrażniał ją coraz więcej!
Na korytarzu krzyżowały się kroki przechodniów, ile razy do drzwi się zbliżały, serce jej uderzało dziś daleko silniej niż niegdyś, przed laty!
Przed ślubem nie kochała go wcale; potem lękała się, szanowała, ale pokochać nie mogła! On był daleko starszym od niej, przytem poważny, milczący, więcej wyglądał na sędziego niż na kochanka. A jednak kochał ją bardzo; czuła to, jak ślepy czuje promienie słońca; rozumiała, że jest mu niezbędną, rozjaśniał się, jakby młodniał w jej obecności; rozmawiał coraz częściej i coraz dłużej, ona zaś słuchała coraz uważniej; lubił śpiew jej, ale nigdy nie prosił, żeby śpiewała, zato ile razy usiadła do fortepianu, zjawiał się jak cień, wywołany siłą harmonii, stawał we drzwiach i nie odszedł, aż nim nie zamilkła ostatnia nuta. Czasem, na podziękowanie, całował ją w rękę długim, sobie tylko właściwym, pocałunkiem; rozkoszne ciepło